Kiedyś porwałem się na fotografowanie kropelek wody. Bez specjalnego rozpoznania tematu zrobiłem kilka zdjęć wody wylatującej ze słuchawki prysznica.
Tym razem zrobiłem to trochę inaczej. „Natchnieniem” był ten filmik:
Ustawiłem na stole duże naczynie żaroodporne wypełnione wodą, nad tym ustawiłem statyw, do którego przywiązałem woreczek foliowy z wodą delikatnie nakłuty. Aparat na statyw, za pojemnikiem z wodą biała kartka, lampa trzymana z boku i można zaczynać.
Efekty nie do końca takie, jakich oczekiwałem, ale mam parę pomysłów na następny raz. Największy problem to ustawienie ostrości. Zuzia przykładała paluszki w miejsce, w które kapie woda, ale mimo to nie do końca ta ostrość wyszła tak jak chciałem. Próbowaliśmy też efektu z kolorowym tłem. Nawet coś z tego wyszło, w sensie kolorów. Niestety zdjęcia były nieostre. Ostatecznie te, które pozostały miały nieco inne ustawienie lampy: naczynie było szklane, więc lampa była przystawiona do frontowej ścianki, która załamywała światło, a to później rozpraszało się jeszcze w wodzie. Następnym razem trzeba będzie jeszcze usunąć pęcherzyki powietrza z naczynia. Być może lepiej by się sprawdziło czarne naczynie, tak jak na filmiku.
Tak czy siak, drugie koty za płoty, a do trzech razy sztuka






no fajne, nigdy sie nie zastanawialem jak to zrobic ale moze tez sprubuje
Szkoda, że nie odczekałeś dnia aż „bąbelków” się z wody pozbędziesz.
Poza tym chyba pojemnik problematyczny bo bezbarwny i wyglądają fale od kropelki jakby w powietrzu – ale ma to swój urok.