Home > Australia, Fotografie | > Formuła 1, Albert Park 2009

Formuła 1, Albert Park 2009

Czerwiec 7th, 2009

Trochę blog został zapuszczony od powrotu :) Może to też efekt tego, że więcej działamy w domu niż zwiedzamy i podróżujemy ;) Ale czas to trochę nadrobić.

Ostatnią relacją z Melbourne jest relacja z wyścigu F1, który odbył się w Albert Park – teren, który na codzień jest dużym parkiem z jeziorem, gdzie ludzie biegają, spacerują i grillują, na 2 miesiące przed wyścigiem zaczyna się przeistaczać. 2 miesiące, gdyż ogrom prac jest na prawdę niesamowity.

Na środku jeziora powstaje most pontonowy, cała trasa zostaje ogrodzona bandami i wysokim płotem z siatki, rozstawionych zostaje kilka mostów nad trasą, kilkanaście trybun, całe zaplecze zawodników, gastronomia i wiele więcej.

Początkowo gdy zaglądałem na terminarz wyścigów, wymienione w nim były tylko wyścigi F1 i treningi. Obawiałem się trochę hałasu, gdyż mieszkaliśmy ok. 100m w lini prostej od toru (połowę widzieliśmy z balkonu). Gdy zobaczyłem tak małą ilość wyścigów, uspokoiłem się trochę. To był jednak błąd :) Im bliżej wyścigowego weekendu, tym bardziej terminarz został wypełniany – wyścigi Formuły 5000, Supercars V8, Australian Moto, itp. itd. Ostatecznie skończyło się na 4 dniach pełnych wyścigów, od rana do wieczora.

Nie spodziewaliśmy się jednak jak głośna jest to impreza (teraz już rozumiemy, że może to wzbudzać protesty mieszkańców). W środę poprzedzającą długi, 4 dniowy weekend wyścigu, na tor wyjechał bolid dwuosobowy, który obwoził różnych oficjeli. Jeden bolid robił taki hałas, że przy zamkniętym balkonie i dodatkowych dwóch parach drzwi i tak go słyszałem podczas mycia zębów :) Szaleństwo :) A to był tylko jeden bolid.

Gdy zaczęły się treningi F1 hałas był największy. Z relacji znajomych z pracy wiem, że słychać to było nawet 8km od toru!

Bilety wykupiliśmy tylko na dzień wyścigu, tzw. general admision, czyli wstęp na teren parku, ale bez miejsc na trybunach. Pozwalało to nam dowolnie poruszać się wzdłuż toru. Rozwiązanie całkiem niezłe, a cena jeszcze w miarę przystępna.

W dzień wyścigu kolejka ludzi ustawiła się na jakieś dwie godziny przed otwarciem bram. Bramy parku otworzono o 10 rano, a sam wyścig rozpoczął się o 17. Każdy chciał zająć jak najlepszą pozycję. My na spokojnie wybraliśmy się koło godziny 15. Zadziwiająco łatwo znaleźliśmy sporo luźnego miejsca wzdłuż toru. Dopiero podczas wyścigu miało się okazać dlaczego tak łatwo poszło …

Przed samym wyścigiem zawodnicy przejechali wzdłuż toru na wielkich wozach strażackich machając do kibiców. Pomachaliśmy Robertowi i niecierpliwie czekaliśmy na start :)

Punkt 17 zaczęło się. Niesamowity ryk silników, istne szaleństwo. Bolidy ruszyły w szaleńczą jazdę. Już po pierwszym okrążeniu okazało się, dlaczego przy prostej przy której znaleźliśmy miejsce jest tak pusto – człowiek nie jest w stanie nadążyć wzrokiem za bolidem, który jedzie 250 km/h :D Nie ma szans rozpoznania, co to za bolid nawet :) Dlatego też ruszyliśmy w stronę wiraży, gdyż są to jedyne miejsca, gdzie można coś zobaczyć :) Niezmiernie przydały się też zatyczki do uszu (chociaż ja osobiście z nich nie skorzystałem, ale Zuzia i Magda tak). Zuzia już na początku skomentowała wyścig „ale autka wolno jadą” :)

Niestety i tym razem nie udało się Robertowi ukończyć wyścigu w Melbourne. Nie mniej jednak było to dla nas niesamowite i niezapomniane przeżycie.

Australia, Fotografie |

  1. Czerwiec 8th, 2009 at 12:43 | #1

    wielu dałoby sobie rekę uciąć aby móc być tak blisko całej imprezy … a wy narzekacie na hałas … nieładnie ;)

  2. Czerwiec 9th, 2009 at 04:49 | #2

    Wrażenie niesamowite! Potwierdzam, widok z balkonu był imponujący. Z imprez towarzyszących najbardziej polecam Aussie Racing Cars – są to maleńkie autka wyglądające jak miniaturki sedanów. Wyglądają słodko!

  1. No trackbacks yet.