Tasmania dzień 5, Launceston, St Marys, Bicheno, Coles Bay
Kolejnego dnia wycieczki planowaliśmy dojechać do Coles Bay i plan zrealizowaliśmy
Niestesty poprzedzającej nocy rozpoczęły się problemy z pogodą. Jak na Tasmanie to i tak dotychczas pogoda nam bardzo dopisywała. Rozpadało się i to dość pożądnie. Większość trasy jechaliśmy w deszczu lub mrzawce, a chmury momentami były na prawdę ciężkie.
Trasa ogólnie była względnie prosta. Jedynie fragment w okolicy St Marys był niesamowicie kręty. Ten fragment trasy wiódł przez zbocza góry Mt Elephant, trasa momentami zwężała się do 1 pasa (a czasami były mijanki), a do tego była gęsta mgła. I znowu zabawne ograniczenia do 100km/h – tutaj też tylko Ken Block by dostał mandat.
Później na trasie znaleźliśmy mini zoo, o którym nie wiedzieliśmy (gdzieś przed Bicheno). Zoo chwaliło się wielkimi znakami, że mieszkają w nim diabły tasmańskie. Nie mogliśmy tego przegapić. Zoo jak się okazało nie było mini, tylko maksi. Na prawdę wielkie (w sensie powierzchni, bo zwierząt aż tak dużo nie było). Królowała fauna australijska – biegające luzem kangury, zagrody z diabłami i wombatami, misie koala, troche płazów, gadów i ptactwa. Zuzi bardzo się podobało karmienie kangurów (i gęsi).
Później już jechaliśmy wzdłuż wybrzeża. Zatrzymaliśmy się na moment w Bicheno, żeby zjeść obiad z widokiem na ocean i Nową Zelandię (pisałem już o naszej ulubionej zalecie kamperwana?).
Po obiadku dojechaliśmy już do Coles Bay, zahaczając o Friendly Beach. Plaża wyglądała bardzo ciekawie, ale pogoda totalnie nie dopisała i znowu zaczęło padać. Zrobiliśmy zakupy, zlokalizowaliśmy kemping i ruszyliśmy jeszcze na małe zwiedzanie. Wybraliśmy się na Cape Tourville – krótka przechadzka do latarnii ze świetnymi widokami z klifów (tzn. na pewno są świetne przy ładnej pogodzie
). Później zeszliśmy jeszcze ścieżką do Sleepy Bay, małej zatoczki z kamienistą plażą. Takich zakątków we Freycinet National Park jest bardzo dużo.
Na koniec dnia rozstawienie się na kempingu i krótki spacerek na pobliskiej plaży.
Wszystkie zdjęcia dostępne w GALERII.












Ja bym sie bal tak do kangura chyba podjesc, pewnie jak zobaczyl bym go podazajacego w moja strona to szybciej bym uciekal niz on za mna. Kangury to fajne zwierzaki i ladne. Ale pewnie bym sie wytraszyl ze mi cos zrobi.
A zdjecia jak zwykle super.
Jak recesja calkiem nas pograzy w usa to moze przeniose sie do autralii, gdzies w buszu zaloze swoje plemie