Home > Australia, Fotografie | > Tasmania dzień 3, Nelson Falls, Queenstown, Strahan

Tasmania dzień 3, Nelson Falls, Queenstown, Strahan

Luty 23rd, 2009

Kolejny dzień pobytu na Tasmanii to trasa Lake St Claire – Strahan.


Wyświetl większą mapę

Trasa teoretycznie najkrótsza z całej wyprawy. Okazało się jednak, że to jeden z najgorszych fragmentów, w szczególności dojazd do Queenstown oraz trasa z Queenstown do Strahan – jak już pisałem, kuchnia na kółkach to nie najlepszy pojazd na tak kręte trasy :)

Zawiedziony taflą jeziora poprzedniego dnia (myślałem, że będzie gładka i będą świetne odbicia) wstałem przed wschodem słońca. Myślałem, że chociaż tak wcześniej będzie gładka tafla na Lake St Claire. Nic bardziej mylnego :) Pobudka o 5.30 zaowocowała jedynie w przemarznięciu. Tafla nie była gładka, aczkolwiek wschód słońca był ładny.

Wschod slona na Lake St ClaireWschod slona na Lake St Claire
Wschod slona na Lake St Claire

Na szczęście udało mi się później jeszcze chwilkę zasnąć. Po porannym ogarnięciu spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej (plusem kampera jest to, że pakowanie polega na zwinięciu kabla od zasilania i ściągnięciu z blatu luźnych rzeczy). Ruszyliśmy w dalszą trasę w stronę miejscowości Strahan.

Pierwszy postój mieliśmy przy Nelson Falls (kolejny dzień z wodospadami). Trasa do tego miejsca była niezwykle malownicza i zmienna – rzeki, doliny, góry, jeziora. Nelson Falls podobnie jak poprzednie wodospady znajduje się w lasku deszczowym, bardzo zielonym i wilgotnym. Wszystko jest porośnięte mchami, a „paprotki” mają po 2-3 metry wysokości i jeszcze większą rozpiętość liści.

Nelson FallsNelson Falls
Nelson Falls
Ot paprotka mala (jedna z mniejszych w tamtej okolicy)Ot paprotka mala (jedna z mniejszych w tamtej okolicy)
Ot paprotka mala (jedna z mniejszych w tamtej okolicy)

Po Nelson Falls planowaliśmy przystanek dopiero w Queenstown. Zmienność tego fragmentu trasy była jeszcze większa. Momentami było alpejsko, część stepów przypominała pocztówki z Afryki, a na końcu zaczęły się widoki typowe dla Queenstown, brunatno-czerwone skały i wyniszczona roślinność. Wyniszczenie środowiska Queenstown „zawdzięcza” swojej kopalnianej przeszłości. Lokalne lasy były wycinane, gdyż drewno było niezbędne to wydobywania i przetwarzania miedzi. Nie skończyło się to zbyt dobrze, ale stanowi teraz „atrakcję turystyczną” tej małej i zniszczonej mieściny.

Dojazdowka do QueenstownDojazdowka do Queenstown
Dojazdowka do Queenstown
Drastyczna zmiana krajobrazu przed samym QueenstownDrastyczna zmiana krajobrazu przed samym Queenstown
Drastyczna zmiana krajobrazu przed samym Queenstown

W samym mieście wjechaliśmy na jeden ukryty punkt widokowy.

Lookout w QueenstownLookout w Queenstown
Lookout w Queenstown

Następnie ruszyliśmy w ostatni fragment trasy na ten dzień – superkrętą drogą do Strahan.

Strahan to niewielka miejscowość na zachodnim wybrzeżu. Populacja to niewiele ponad 900 osób, ale przez miejscowość przewija się ponoć do 200 tysięcy turystów rocznie. Podejrzewam, że chodzi głównie o wędkarstwo i rejsy. Nas interesowało wybrzeże. Mając zapas czasu, zjedliśmy obiad, zrobiliśmy małe zakupy i ruszyliśmy na plażę, oddaloną od miejscowości o jakieś 7km. W sklepie Zuzia wybrała sobie mały plastikowy samochodzik. W drodze na plaże Magda zorientowała się, że samochodzik jest polskiej produkcji! Kto by pomyślał, że w takiej wiosce na końcu świata znajdziemy rodzimy produkt :)

Sama plaża podobała nam się bardzo, bardzo mocno. Ponad 30 km długości, piach, woda i prawie nikogo poza nami. Przez moment na prawdę nikogo innego nie widzieliśmy. Doskonałe miejsce na spacery i zbieranie muszli i kamyczków :)

To autko kupilismy w Strahan :) Dziura na koncu swiata, a autko z Polski :)To autko kupilismy w Strahan :) Dziura na koncu swiata, a autko z Polski :)
To autko kupilismy w Strahan :) Dziura na koncu swiata, a autko z Polski :)
Jump jump ...Jump jump …
Jump jump …
Jump around :)Jump around :)
Jump around :)

Po złapaniu oddechu i rozprostowaniu kości ruszyliśmy w kierunku końca małego półwyspu, który osłania zatokę, nad którą leży Strahan. Wejście do zatoki nosi cudowną, poetycką i radosną nazwę Hells Gate (bramy piekieł) :D . Podobno ten niewinnie wyglądający kawałek akwenu, w czasach gdy nie było GPSów, był bardzo trudny do pokonania i ginęło tu wielu żeglarzy. Aktualnie jest to punkt docelowy wędkarzy wyposażonych w auta 4×4.

Nasz kamperek nie za bardzo miał ochotę jechać na plażę, więc zawróciliśmy do Strahan. Odszukaliśmy nasz kemping, odmeldowaliśmy się i ruszyliśmy ponownie na plażę, tym razem podziwiać zachód słońca. Wieczór rozpoczęliśmy do wspaniałej, ekskluzywnej kolacji – omlety z widokiem na Argentynę (z tego miejsca gdzie byliśmy patrząc na zachód najbliższym lądem jest właśnie Argentyna).

Beda omlety w widokiem na Argentyne :) (Z tego miejsca za woda jest dopiero Argentyna)Beda omlety w widokiem na Argentyne :) (Z tego miejsca za woda jest dopiero Argentyna)
Beda omlety w widokiem na Argentyne :) (Z tego miejsca za woda jest dopiero Argentyna)
Omlety :)Omlety :)
Omlety :)

Czy pisałem już, że naszą ulubioną cechą kampera to możliwość przygotowania jedzonka w najbardziej niesamowitych miejscach? :)

A potem było już tylko upojenie pięknym zachodem słońca.

Strahan to miejsce, które nam się chyba najbardziej spodobało na Tasmanii. Nie byliśmy tu zbyt długo, ale było na prawdę ładnie.

Wszystkie zdjęcia z tego dnia dostępne są tradycyjnie w GALERII.

Australia, Fotografie |

  1. Luty 24th, 2009 at 13:05 | #1

    Jak zwykle cudna wyprawa i piękne zdjęcia :) tylko zazdrościć.
    A te lasy deszczowe….

  1. No trackbacks yet.