Drugi dzień na półwyspie Mornington spędziliśmy w Point Nepean i Sorrento.
Point Nepean to końcówka półwyspu, na której znajdują się stare fortyfikacje wojskowe. Służyły niegdyś do ro wejścia do zatoki. Aktualnie to atrakcja turystyczna. Można sobie pochodzić po bunkrach, ale schodzenie na plaże nie jest wskazane – nadal mogą znajdować się tam niewybuchy.
My wybraliśmy wygodną wersję zwiedzania – traktor ciągnący wagoniki – prawdziwi turyści
[simage=6450,512,y]
[simage=6454,512,y]
[simage=6458,512,y]
[simage=6461,512,y]
[simage=6464,512,y]
[simage=6472,512,y]
[simage=6474,512,y]
[simage=6490,512,y]
Po zwiedzaniu Point Nepean cofnęliśmy się do Sorrento. Szybka pizza, zakup deski dla Zuzki, a potem na plażę. Najpierw Sorrento Ocean Beach, gdzie popatrzeliśmy na zmagania surferów. Następnie przenieśliśmy się na plażę od strony zatoki, gdzieś między Sorrento a Rye. Plaża od strony zatoki to nie to samo co plaża od strony oceanu, ale za to woda cieplejsza i płytko, więc Zuzka mogła sobie poszaleć.
[simage=6496,512,y]
[simage=6500,512,y]
[simage=6506,512,y]
[simage=6510,512,y]
[simage=6517,512,y]
[simage=6519,512,y]
[simage=6524,512,y]
Jak zwykle świetne zdjęcia (w końcu Tato zaczął się na nich częściej pojawiać
)…
Aż smutno się robi, że w Polsce zimowo-ponuro, a na wybrzeżu jak zwykle mgły…