Tasmania dzień 3, Nelson Falls, Queenstown, Strahan
Kolejny dzień pobytu na Tasmanii to trasa Lake St Claire – Strahan.
Kolejny dzień pobytu na Tasmanii to trasa Lake St Claire – Strahan.
Czas na relację z naszej wyprawy na Tasmanię. Dzień pierwszy był dniem transportowym.
Kolejne spotkanie naszego kółka fanów fotografii. Tym razem w znacznie poszerzonym gronie. Temat: Melbourne w nocy. Uchwyciliśmy tylko mały fragment, poeksperymentowaliśmy z latarkami.
Zapraszam do galerii Melbourne nocą.
Zapadła ostateczna decyzja odnośnie naszego powrotu. Dostaliśmy bilety powrotne, dzień wylotu to 30 marca. Zostało nam jeszcze 40 dni w Melbourne. Czeka nas prawie 48 godzin podróży. Lot przez Abu Dhabi i Frankfurt, z 19 godzinnym postojem w Abu Dhabi. Ostatecznie wylądujemy w Gdańsku 1 kwietnia o 12.30. Do zobaczenia
Do wyścigu zostało jeszcze 6 tygodni, a przygotowania już ruszyły (w zasadzie to ruszyły dobre kilka dni temu).
Kilka tygodni temu wybraliśmy się z Tomkiem na małą sesję foto w centrum miasta. Chcieliśmy zebrać trochę zdjęć miesc, których na codzień się nie zauważa. W Melbourne jest pełno małych, ukrytych uliczek chowających ciekawe budynki. Warto też częściej podnosić głowę do góry, bo też wiele ciekawych widoczków można znaleźć.
Zapraszam do obejrzenia efektów w galerii Melbourne Zakamarki.
Niestety powstają dalsze ogniska pożarów w innych miejscach stanu. Rozpoczęły się dochodzenia, gdyż niestety dużo wskazuje na to, że to wynik podpaleń
Nowe galerie można zobaczyć tutaj.
Tutaj można znaleźć przerażającą relację jednego ze strażaków.
W telewizji pokazywali właśnie relację jednego z mieszkańców Kinglake (miejscowości, która już nie istnieje). Podczas gdy wszystko jeszcze płonęło, sam przez 6 godzin przemieszczał się jeszcze po swojej miejscowości szukając osób potrzebujących pomocy. Udało mu się w między czasie odblokować drogę zablokowaną przez porzuconą ciężarówkę. Znalazł później porzucony samochód, którym następnie odtransportował w bezpieczne miejsce ponad 12 osób. Kosztowało go to kilka poparzeń.
Inni mówią o ścianie ognia wysokości ponad 8 metrów, przesuwającej się z olbrzymią prędkością w stronę domów, nie pozostawiających żadnych szans.
Aktualnie potwierdzonych jest 131 zgonów, szacuje się niestety, że ofiar może być ponad 200. Obrazy pokazywane w telewizji przypominają najgorsze firmy katastroficzne. Aktualnie ponad 5000 osób zostało totalnie bez niczego. O ile po powodzi coś jeszcze zostaje, o tyle po tych pożarach została tylko garść popiołu. Tu należy wspomnieć, że kilka dni wcześniej stan Queensland nawiedziły powodzie, na szczęście nie tak poważne w skutkach jak pożary w Victorii.
Aktualne informacje można znaleźć na stronach:
Pomoc poszkodowanym prowadzi Czerwony Krzyż, gdyby ktoś chciał pomóc.
PS. Pożary znajdują się w bezpiecznej odległości od centrum, blisko którego mieszkamy, więc nie jesteśmy w strefie zagrożenia.
Pisząc wczorajszego posta nie do końca wiedziałem, co w związku z tą temperaturą się dzieje w stanie Victoria. Nie wiedziałem o szalejących pożarach.
Kilka miejscowości w niedużej odległości od Melbourne zostało po prostu zmiecione z powierzchni ziemi. Mieszkańcy tych miejscowości mówią, że zajęło to dosłownie kilka minut, aby ogień zbliżył się do zabudowań i doszczętnie je zniszczył. Niektórzy myśleli nawet, że to jakiś nalot.
W jednym z samochodów zginęło 6 osób, próbując uciekać przed pożarem.
Pewien mężczyzna ratując swoją żonę z domu nakrył się kocem. Temperatura była tak wysoka, że stopiła koc, których przywarł mu do ciała.
Z samochodów pozostały tylko najgrubsze stalowe części. Z lekkiego, drewnianego, australijskiego budownictwa zostają tylko blachy dachowe, klamki, kominy i betonowe fragmenty fundamentów.
Ogień podobno przemieszczał się z wielką prędkością, nie dając wielkich szans na ucieczkę. Obecnie mówi się o 66 ofiarach. Zdjęcia są przerażające (galeria 1 i galeria 2). Wszyscy opisują te pożary jako kule ognia przetaczające się przez miejscowości niszcząc wszystko, co napotkają.
Kilka dodatkowych informacji można znaleźć w poście Przemka.
Miejmy nadzieję, że pogoda pomoże opanować żywioł, a liczba ofiar już nie wzrośnie.