Wilsons Promontory
25 października wybraliśmy się z rodzinką do Wilsons Promontory.
Wilsons Promontory to półwysep – najdalej wysunięta na południe część kontynentalnej Australii, dalej jest tylko Tasmania a potem śnieg
O Wilsons Promontory pisał już Dawid i Dorota oraz Michał. Praktycznie cały obszar półwyspu to park narodowy. Wjazd na teren parku kosztuje 10$. Nas interesowało dojechanie do Tidal River – „miejscowości” znajdującej się u ujścia rzeki Tidal. Jest tam pole namiotowe, jakaś knajpka i niewiele poza tym
Jest to miejsce startowe większości wycieczek. My na początek wybraliśmy się na Mt. Oberon – jeden z najwyższych szczytów w okolicy.
Widoczki z góry są wspaniałe. Większość podejścia to po prostu szutrowa droga (śmiało można jechać wózkiem, my niestesty popełniliśmy błąd i wózek zostawiliśmy – większość trasy Zuzka była na rękach). A że było gorąco to wycisk był niezły.
Po zejściu z góry wybraliśmy się na tradycyjne australijskie hamburgery (chociaż nie, nie miały chyba buraka, nie pamiętam). Kolejnym planem wycieczki były plaże. PIerwsza to Squeky Beach. Wyróżnia się w okolicy, gdyż zamiast tradycyjnego piachu jest tam czysty kwarc. Plaża jest prawie biała i niesamowicie skrzypi gdy się po niej chodzi (stąd jej nazwa). Można tam wejść na fajne skałki i zobaczyć schowaną kawałek dalej śliczną, odludnioną zatoczkę. Na samej Squeky Beach, gdy się tam pojawiliśmy, odbywał się ślub
Kilkadziesiąt osób w wieczorowych strojach i na bosaka
Na prawdę świetny widok
Na zachód słońca wybraliśmy się kawałek dalej na Whisky Beach. Nie wiem skąd ta nazwa, brązowego napoju tam dostaćnie można było
Niestety trochę chmurki zasłoniły horyzont, więc zachodu nie zobaczyliśmy, ale i tak było pięknie
Wszystkie zdjęcia do zobaczenia w galerii WILSONS PROMONTORY.















