18 października (czy to była Sobota?) wybraliśmy się na wycieczkę do Cranbourne. Znajduje się tam drugi „oddział” Royal Botanic Garden.
Wszystko pięknie wyglądało na mapach Google’a
Dobry dojazd pociągiem, potem w miarę krótki spacerek do samego ogrodu … Okazało się, że nie taki krótki
5 km od stacji do bram ogrodu, a potem jeszcze 2 km od bram do właściwej części
A że upał był tego dnia straszny, to bardzo nam się ciągnęła trasa.
[simage=5528,512,y]
Teren parku jest bardzo duży, można tu znaleźć jeden lookout, z którego rozciąga się wspaniały widok na całą okolicę (widać nawet centrum Melbourne, oddalone o ponad 40 km). Jest też spora trasa spacerowa mająca kilka kilometrów – na nią się nie wybraliśmy, nie starczyłoby czasu.
[simage=5544,512,y]
[simage=5546,512,y]
Główną atrakcją tego parku jest Australian Garden, czyli spory plac wysypany czerwoną ziemią (taka symulacja centralnej Australii
, a dokoła rośnie roślinność z całej Australii. Szczerze mówiąc nie zrobiło to na nas jakiegoś szczególnego wrażenia, a do tego wstęp kosztuje 9$.
[simage=5538,512,y]
[simage=5537,512,y]
[simage=5532,512,y]
Jeśli ktoś ma zamiar się tam wybrać – to polecamy to przemyśleć. Można sobie zaplanować ten ogród „po drodze”, np. jadąc do Wilsons Promontory (o którym napiszę niedługo).
Wszystkie zdjęcia tradycyjnie w galerii – Cranbourne.
Co to za białe smugi na czerwonej ziemii? Jakiś akcent polski znaleźliście?
To były jakieś takie kamienie dziwne.