Dzień piąty urlopu był kolejnym dniem transportowym. Mieliśmy przedostać się z Katherine do Jabiru.
Oczywiście nie chcieliśmy całego dnia spędzić tylko w trasie, dlatego upchnęliśmy trochę dodatkowych atrakcji. Na samym początku wybraliśmy się do jaskiń Cutta Cutta oddalonych od Katherine o jakieś 30 km. Te jaskinie są jednymi z niewielu dostępnych dla zwiedzania dla turystów. Jaskinia ma 600m długość, ale otwarte dla turystów jest pierwsze 200m. Dojście do niej prowadzi przez ścieżkę przez busz.
[simage=4398,512,y]
[simage=4412,512,y]
Po jaskiniach, z racji tej, że przejeżdżaliśmy jeszcze raz przez Katherine, podjechaliśmy na jeszcze jedną kąpiel w gorących źródłach, wspaniały relaksik.
[simage=4441,512,y]
Po kąpieli udaliśmy się na szybki obiadek w Red Rooster (coś a’la KFC). Po jedzonku ruszyliśmy w trasę, przed nami było nieco ponad 200 km. Dzieciaki szybko zasnęły wymęczone zwiedzaniem i szaleństwem w wodzie. Przespały grzecznie prawie całą trasę. Po drodze zatrzymaliśmy się przy Yellow Water, Sylwia w trasie wyczytała, że można tam zobaczyć piękny zachód słońca – a pora była odpowiednia. Przeszliśmy się kładką wzdłuż rozlewisk – były przecudne. Tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy krokodyle różańcowe – spokojnie przepływały sobie przez rozlewiska. Jeden zrobił piękną paradę na tle zachodzącego słońca.
[simage=4472,512,y]
[simage=4488,512,y]
[simage=4495,512,y]
Po zachodzie słońca ruszyliśmy w dalszą część trasy, pozostałe 60 km do Jabiru. Tam szybciutko trafiliśmy do ośrodka i zaczęliśmy przygotowania do snu. Niestety okazało się, że Zuzia ma gorączkę, która później nam trochę dokuczała.
Pozostałe zdjęcia z tego dnia dostępne w galerii.
zachod slonca eXtra widok