NT Dzień 2: Park Litchfield, droga do Katheriny
Drugi dzień urlopu planowaliśmy spędzić w parku Litchfield.
Na pierwszy nocleg zatrzymaliśmy się w malutkiej miejscowości (w sumie większych specjalnie w Northert Territory nie ma) Batchelor. Motel nazywał się Batchelor Resort.
Ponieważ Darwin jest o pół godziny “do tyłu” względem Melbourne, uwzględniłem to przy przestawianiu budzika, niestety w drugą stronę. Zamiast wstać o 8, obudziłem się o 7
Miałem trochę więcej czasu na fotki i zobaczyłem jak wygląda wschód słońca w buszu, dotknąłem czerwonej ziemi i posłuchałem porannego wrzasku papug (kakadu i jeszcze jakieś), które darły się niesamowicie i latały w wielkich stadach po kilkanaście, kilkadziesiąt sztuk – niesamowite. O 7 rano było jeszcze całkiem przyjemnie, lekki chłodek, ale wystarczająco ciepło na T-shirt i krótkie spodenki. O 9 było już gorąco.
Gdy po jakimś czasie wszyscy się podnieśli i zjedli śniadanko pod palmami, zapakowaliśmy się ponownie do naszej Toyoty (tym razem już poszło łatwiej) i ruszyliśmy w głąb parku Litchfield. Poprzedniego dnia jechaliśmy już po ciemku, więc nie widzieliśmy za bardzo okolicy. Z rana było już nieco lepiej i widzieliśmy co nas otacza: sucha, spalona ziemia, wysuszone trawy i drzewa, niektóre lekko zielone. A pomiędzy nimi termitiery, których było co niemiara. Małe, duże i wielkie, były wszędzie. W drodze do parku zatrzymaliśmy się przy Termite Mounds, polu wypełnionym termitierami, wyglądało to trochę jak cmentarz.
Po zapoznaniu się z termitierami ruszyliśmy dalej. Kolejnym punktem wycieczki było Buley Rockhole. Wielkie zagłębienia w skałach, w których zbiera się woda z przepływającego przez nie strumienia. Doskonałe miejsce na orzeźwiającą kąpiel i odrobinę relaksu (krokodyli tam nie było
).
Po kąpieli wybraliśmy się do następnego wodnego punktu – Florence Falls. To już dość konkretne wodospady, a rozlewisko pod nimi było znacznie większe. Do zbiornika trzeba było zejść z góry po 149 schodach, całkiem przyjemną ścieżką. Wcześniej można było podziwiać wodospad z góry, z małego tarasu widokowego.
Generalnie bardzo przyjemne miejsca, wspaniałe na relaks: ciepło, przyjemna woda i nie ma krokodyli
Po kąpielach cofnęliśmy się do Batchelor na hamburgery z burakiem (wykupiliśmy prawie cały zapas jaki miała jedyna tam knajpa). Do kotleta przygrywał nam jakiś pan na klawiszach, który bardzo wczuł się w rolę jak zobaczył tylu gości na raz (było całkiem sympatycznie).
Niestety na Litchfield zaplanowaliśmy trochę za mało czasu – w przewodnikach piszą, że jeden dzień to wystarczająco. Ale jak tak człowiek sobie pływa w tych strumieniach, to chciałby zostać tam na dłużej. Tak więc po jedzonku ruszyliśmy w drogę do Katheriny, naszego kolejnego punktu na planie wycieczki. Po drodze widzieliśmy pierwsze pożaru buszu – trochę później dowiedzieliśmy się, że większość z nich jest wzniecana celowo. Niegdyś był to sposób polowania, torowania sobie drogi. Obecnie roślinność jest odporna na te pożary i rzadko kiedy stają się one poważnym problemem.
Na drodze zaczęliśmy też mijać Road Trains – pociągi drogowe, czyli wielkie ciężarówki ciągnące po 3 do 5 przyczep – niesamowite.
I tyle z drugiego dnia. Resztę fotek można zobaczyć w galerii.
CDN.














zazdrość mnie lapie :[
najbardziej zazdroszczę oczywiście kąpieli…
ciezarowka faktycznie wyglada jak pociag