NT Dzień 1: przelot, Batchelor
Pierwszy dzień podróży w Norther Territory był dniem transportowym.
O godzinie 12.30 mieliśmy samolot z Melbourne do Darwin. Lecieliśmy liniami JetStart. JetStar to tanie linie lotnicze zapewniające wystarczający komfort podróży. My mieliśmy tylko (aż) ponad 4 godziny lotu – 4000 km. Na lotnisko dotarliśmy punktualnie, odprawa odbyła się szybko i bez problemów. Na lotnisku spotkaliśmy się z resztą ekipy powiększoną o Michała, który również leciał tym samym lotem, ale miał z goła inny plan wycieczki.
Lot minął w miarę dobrze, Zuzka nawet trochę pospała, poczytała książeczki i porysowała. Mogliśmy troszkę podziwiać Australię z lotu ptaka – centrum wyglądało niczym Mars, czerwona ziemia i zero cywilizacji, na prawdę niesamowite widoki. Do Darwin dolecieliśmy punktualnie, bez żadnych problemów. Już po wyjściu z samolotu przywitała nas bardzo miła rzecz – temperatura ok. 30 stopni
Po dwóch zimach z rzędu byliśmy bardzo spragnieni takiego ciepełka. Aby nie marnować czasu szybko udaliśmy się po odbiór bagaży i do wypożyczalni Hertz po kluczyki. Zgodnie z zamówieniem czekało na nas 8 osobowe autko – Toyota Tarago. I tutaj pojawiła się pierwsza niespodzianka wycieczki, rzecz którą nie do końca przemyśleliśmy, ale którą udało nam się opanować – Toyota Tarago jest na 8 osób, ale z małymi plecaczkami
A my mieliśmy pełny bagaż i jeszcze dwa wózki, dwa plecaki sprzętu, statywy, foteliki dla dzieci też skutecznie zmniejszały pakowność. Po małej gimnastyce szybko opanowaliśmy sposób pakowania samochodu i ruszyliśmy dalej.
Nie widzieliśmy za bardzo Darwin, gdyż z lotniska ruszyliśmy prosto na trasę (z przystankiem na Red Roostera i małe zakupy w śmiesznym małym sklepiku). Już od pierwszych chwil odczuliśmy zmianę klimatu: ciepło, parno, zupełnie inna roślinność, czerwona ziemia, domy na palach, Aborygeni.
Do przejechania mieliśmy jeszcze 93 km do Batchelor, gdzie czekały na nas pokoje na pierwszy nocleg. Gdy na dobre ruszyliśmy już w trasę zrobiło się ciemno i niewiele widzieliśmy po drodze. Na miejsce dotarliśmy bez problemów, szybko się rozpakowaliśmy i zasiedliśmy na tarasie na wieczorny relaksik. Towarzyszyły nam gekony biegające po suficie
CDN.
ta toyota to jak te próby bicia rekoru w upychaniu jak najwiekszej liczy ludzi w samochodzie… tutaj mala róznica: bagaże
… a gekon wypasiony ….. smaczny był ?? ;D
kurcze tam wszytko u Was jest inne. NIedawno byl reportaz w Wiadomosciach o Australii. Jak inna planeta, pewnie sie tam kiedys wybiore zobaczyc jak to wyglada na zywo.
No zdecydowanie jest inne
lecac nad Australia, widzac czerwone pustkowia, ma sie wrazenie, ze leci sie nad Marsem
Jesli bedziesz wybieral sie na wycieczke, to ja chyba polecam NIE Melbourne. Melbourne jest fajne, ale to tylko duze miasto. Okolice Melbourne sa ciekawe (przynajmniej te co widzialem), ale ta prawdziwa Australie poczulem wlasnie w Northern Territory dopiero. Moze jak przyjdzie lato to zmienie zdanie
zazdroszczę ciepełka…