Philip Island

Trzeci i ostatni dzień opisywanego długiego weekendu spędziliśmy na Philip Island.

Philip Island słynie przede wszystkim z pingwinów i toru motocyklowego. Wyścigi są dopiero w październiku lub listopadzie, więc póki co skupiliśmy się na pingwinach. Na Philip Island dojechaliśmy koło południa, było to trochę za wcześniej, gdyż pingwiny wychodzą z oceanu dopiero po zmroku. Tak więc na początek pojechaliśmy do Koala Conservatory. W końcu widzieliśmy misie koala na żywo, ale nie było to nic nadzwyczajnego. Kilka z nich można było zobaczyć całkiem nisko, ze specjalnych platform. Reszta (z dość niewielkiej grupki) siedziała wysoko na drzewach i kimała.

[simage=3772,512,y]

Po misiach pojechaliśmy na Churchil Island, malutką wysepkę połączoną z Philip Island, na której znajduje się bardzo ładna farma. Popatrzeliśmy sobie na zwierzaczki całkiem podobne do polskich, zjedlismy obiadek i dalej w drogę.

Kolejnym punktem był The Nobbies. Jest to najdalej wysunięty punkt wyspy, który słynie z pięknych widoczków i fok, które rzekomo wysiadują na skałach. Na miejscu okazało się, że widoczki piękne, ale foki siedziały na jednej skale hen daleko i bez porządnej lornetki nic zobaczyć się nie da. Można zobaczyć foki przy użyciu kamer zamontowanych na tych oddalonych skałach, ale jakoś się na to nie zdecydowaliśmy. A widoczki prezentują się mniej-więcej tak:

[simage=3779,512,y]

[simage=3783,512,y]

Trochę to miejsce przypomina Irlandię, okolice Galway. Zielono, ciemne skały, ocean (a do tego jeszcze ta pochmurna, deszczowa pogoda).

Po The Nobbies pojechaliśmy już do głównej atrakcji – Penguin Parade. Tam było już od groma ludzi, czekających na wyjście na plażę. Gdy zaczęło się robić ciemno, zostały otware bramy i można było wyjść na plażę. Kto zapłacił więcej, mógł iść w bardziej odosobnione miejsca, ale nie wiem czy warto. Podstawowa wersja jest wystarczająco fajna. Na plaży przygotowane są schodki, na których można sobie usiąść, jest też trochę miejsc na piasku (oczywiście wybraliśmy piach). Siedzieliśmy dłuższą chwilkę, zaczynało się już robić całkiem ciemno, do tego kropił deszczyk. Myśleliśmy, że pingwiny zrobiły nas w jajo :) Ale jednak nie, po chwili zaczęły się masowo pojawiać na plaży. Pojawiały się w grupkach po kilkanaście osobników. Wyłaniały się z oceanu, chwilę walczyły z falami, żeby wydostać się na piasek, a potem swoimi małymi, śmiesznymi krokami uciekały na ląd do swoich gniazd. Na prawdę świetnie widowisko. Później wracając do wejścia, idąć drewnianymi kładkami, można z każdej strony podziwiać te maleństwa (zazwyczaj ważą ok. 1 kg i są na prawdę malutkie) biegające w różne strony, szukające swoich gniazd, wydające różne dziwne odgłosy. Super sprawa. W niektórych miejscach podchodzą tak blisko, że można by je bez trudu dotknąć – ale jest to niestety zabronione. Zabronione jest również robienie zdjęć i filmowanie :-( .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>