Mamy wizy

Przed chwilka odebralem docelowe wizy. Dostalismy juz modem i prawie wszystkie formalnosci z internetem tez juz sa zalatwione. Dzisiaj powinni jeszcze aktywowac nam linie. Jesli wszystko pojdzie gladko, to wieczorkiem uzupelnimy bloga i galerie i zdamy relacje z ostatnich dwoch tygodni.

Lenistwo przez ostatnie kilka dni

Przez ostatnie kilka dni nie robiliśmy nic specjalnego. Ja poszedłem już do pracy do docelowego biura, ale nie zdarzyli się przygotować na nasze przyjście i pierwszy dzień (piątek) siedzieliśmy w jakimś zastępczym pokoju i robiliśmy nic :) Dzisiaj (poniedziałek) już dostałem docelowe biurko w wielkim pomieszczeniu biegnącym dookoła budynku i podzielonym na małe „open-space”. Sytuacja służbowa jest dość zawiła: projekty robione wspólnie dla dwóch agencji rządowych są zlecone firmie, zajmującej się rozwiązaniami informatycznymi. Ta z kolei wynajmuje naszą firmą do realizacji części systemu :) Tak więc formalnie jestem zatrudniony w mojej firmie, a praktycznie pracuje dla klienta za pośrednictwem jeszcze innej firmy :) Miejsce pracy to siedziba klienta, sprzęt również należy do klienta. Laptopa, którego dostałem na początku mam do sprawdzania poczty :D (kupiłem sobie zewnętrzny dysk 2.5 cala maxtora 120GB, zainstalowałem na nim ubuntu, po podłączeniu pod usb bootuje się Linux, więc mam drugiego laptopa w domu :) . Ale wracając do pracy, to dzisiaj już dowiedziałem się dokładniej, czym będę się zajmował – muszę szybko się wgryźć w projekt, bo jeden z kierowników za 2 tygodnie jedzie na urlop i przez ten czas sam będę rozwijał dany kawałek systemu.

Poza tym to znowu odwiedziliśmy IKEA (jak się nie ma auta, to z tymi wszystkimi pierdółkami do domu trzeba parę kursów tramwajem zrobić). Zamówiliśmy w niedzielę meble (a w czwartek pralkę i lodówkę). Dzisiaj wszystko przywieźli, a dostawca sprzętu AGD nawet wszystko na miejscu podłączył. Trochę śmieszna (a zarazem rozsądna) sprawa z windą: z racji tej, że budynek jest nowy, nie mogliśmy ot tak po prostu wnieść nowych mebli. Musiałem najpierw:

  • zamówić parę dni wcześniej windę
  • spisać stan windy przed wniesieniem (wszystkie już istniejące ryski)
  • podpisać kwit, że odpowiadam ze wszelkie zniszczenia
  • wnieść meble
  • spisać stan windy po wniesieniu i zgłosić ewentualne uszkodzenia

Wszystko dzielnie załatwiła Magda, a muszę przyznać, że dogadanie się z building managerem (zarządcą budynku), niejakim Hose z Salwadoru to nie taka prosta sprawa. Hose mieszka od 24 lat w Australii (a ma 26), a mówi po angielsku jakby zaczął się uczyć 2 lata temu. No ale jest dość pomocny i dobrze zajmuje się budynkiem ;)

Po pracy poskręcaliśmy trochę mebelków (właściwie to tylko stół i jedno krzesło). Jutro prawdopodobnie przeprowadzimy się już tak finalnie, więc trzeba będzie poskręcać resztę :) W końcu nowe mieszkanko. No ale zaczną się dojazdy do pracy i przez parę dni nie będzie internetu ;)

Może w następny weekend coś zorganizujemy, więc wpis będzie ciekawszy i pojawią się jakieś fotki. Tymczasem zapraszam na blog Pawła – reszta ekipy odwiedziła Point Nepean (a tutaj drugi link).