Wycieczka do Belgrave, Puffing Billy

W niedzielę za namową kolegi Dawida wybraliśmy się na prawie całodniową wycieczkę do Belgrave. Jest to małe miasteczko 40 km na wschód od Melbourne. Główną (i chyba jedyną) atrakcją Belgrave jest Puffing Billy. Puffing Billy to wąskotorowa kolej parowa. Trasa wiedzie przez okoliczne miejscowości, większość czasu przez lasy, więc można sobie poobserwować roślinność. Super sprawa dla dzieciaków, dorosłym dość szybko się nudzi. Można wykupić bilety na różne miejsca docelowe, wysiadać na stacjach po drodze, zwiedzać okolice. My dojechaliśmy do Lakeside, gdzie zrobiliśmy sobie spacerek po okolicznych lasach i trochę sobie poleniuchowaliśmy na trawie. Ogólnie fajna wycieczka, odpoczęliśmy trochę od zgiełku miasta, pospacerowaliśmy wśród zieleni, a gdzie nie gdzie zobaczyliśmy pierwsze oznaki jesieni (dla tych co nie wiedzą, tutaj pory roku są „na odwrót”). Musimy chyba więcej wyjeżdżać za miasto póki pogoda fajna.

[simage=2857,512,y]

[simage=2860,512,y]

[simage=2863,512,y]

[simage=2885,512,y]

[simage=2891,512,y]

[simage=2899,512,y]

[simage=2925,512,y]

[simage=2938,512,y]

IKEA w Melbourne

W sobotę po południu wybraliśmy się do IKEA. Całkiem Australijski sklep ;) Chcieliśmy zobaczyć, jakie są ceny mebli na wypadek wynajęcia nieumeblowanego mieszkanka. IKEA mieści się w dzielnicy Richmond, na rogu ulic Victoria Parade i Burnley. IKEA jest częścią Victoria’s Garden, większego centrum handlowego. IKEA jest tutaj jednym z tańszych sklepów meblowych. W zasadzie można dostać tutaj ten sam asortyment co w Polsce. Różnica jest chyba tylko w meblach kuchennych. Ceny są w sensie liczb podobne, tylko inna waluta :) Niektóre rzeczy wychodzą taniej, inne drożej, ale ogólnie jest bardzo podobnie. Prawdopodobnie tam się częściowo wyposażymy, ale tutaj również IKEA nie jest żadną rewelacją.

Wynajem mieszkania w Melbourne c.d.

Sobotnie przedpołudnie minęło nam znowu na oglądaniu mieszkań do wynajęcia.

Najpierw może parę słów na temat jak to w Melbourne wygląda. Otóż praktycznie wszystkie mieszkania wynajmuje się przez agentów (są ich mnóstwo). Praktycznie nie ma prywatnych ogłoszeń, widziałem takich może z 5 (a codziennie pojawiają się ich setki). Większość mieszkań jest nieumeblowanych (na co trochę się nacięliśmy oglądając ogłoszenia w Polsce – fotki są z meblami, ale jeśli nie jest wyraźnie zaznaczone w ogłoszeniu, że jest FURNISHED, to mebli na pewno nie ma). Czasami są ogłoszenia z opcją umeblowania lub można wynająć meble od firmy tym się zajmującej. Taka przyjemność zazwyczaj kosztuje od 150-200 dolarów za tydzień :) Można też kupić od firmy komplet umeblowania, np. za 10000 dolarów można umeblować dwupokojowe mieszkanko, od mebli aż po widelce i noże, żelazko itp. Wygodne dość dla osób kupujących mieszkanie pod wynajem. W przypadku mieszkań nieumeblowanych ceny są zazwyczaj ok. 100-150 dolarów za tydzień niższe.

Co do oglądania mieszkań, to są różne podejścia. W większości godziny inspekcji są z góry ustalone i o wyznaczonej godzinie trzeba się stawić. Zazwyczaj otwierają mieszkanie na 15-30 minut i koniec :) Trzeba na prawdę się spieszyć z oglądaniem. W przypadku mieszkań umeblowanych zawsze oglądanie jest z agentem (dość oczywiste ;) . Gdy mieszkanie jest puste to często można u agenta zostawić dokument ze zdjęciem i zazwyczaj 50 dolarów depozytu i samodzielnie z kluczami wybrać się na oglądanie mieszkania.

Gdy już wypatrzymy swoje mieszkanko, trzeba złożyć aplikację do agenta. Niektórym agentom wystarcza dokument ze zdjęciem i zaświadczenie z banku, że mamy konto. Inni agenci mają trochę bardziej „popaprane” zasady. Np. MICM każdy z dostarczonych dokumentów punktuje (np. 20 pkt. za paszport, 20 za prawo jazdy, 50 za rachunki z poprzedniego wynajmuj, itp.). Trzeba uzbierać co najmniej 100 pkt. żeby aplikować. Jest to dość trudne jeśli jeszcze w Australii się nie mieszkało i nie jest się obywatelem Australii. Ale przy odrobinie zbierania papierów można sobie z tym poradzić.

Agent po zebraniu aplikacji przekazuje je wynajmującemu, a ten wybiera sobie, komu mieszkanie chce wynająć. W między czasie agent sprawdza kandydatów. Jeśli może, to dzwoni to firmy potwierdzić zatrudnienie, itp. Zazwyczaj w przeciągu 2-3 dostaje się odpowiedź.

Tak wygląda procedura. A nasza dzisiejsza wyprawa wyglądała tak: Najpierw wybraliśmy się na Lonsdale Street. Mieszkanko miało być umeblowane i dwupokojowe, za 375 dolarów za tydzień – to baaaardzo tanio jak na środek CBD. Inspekcja była na 10.00. Już 10 minut wcześniej przed budynkiem czekało ponad 20 osób :) Gdy już weszliśmy do środka do zebrało się ok. 40 osób (prawie sami Azjaci). Pierwszy rzut oka na mieszkanie i już wiedzieliśmy czemu takie tanie – ciemna nora, z oknami na mur po drugiej stronie. Szybki w tył zwrot i koniec oglądania. Może dobre dla jakiegoś studenciaka :) Potem wybraliśmy się na Downie Street. Inspekcja dopiero na 11.00, więc mieliśmy zapas czasu. Ten budynek jest akurat przy skrzyżowaniu głównych dróg, pociągów i tramwai, więc najbliższa okolica średnia, ale za to budynek nowy. Oglądaliśmy tam dwa mieszkanka, oba z jedną sypialnią, łazienką i otwartą przestrzenią na kuchnie, jadalnie i salon. Ładne, nowe, czyste. Jedno umeblowane, a dwa nieumeblowane. Mieszkanka fajne, widoczki też fajne. Złożymy aplikację na umeblowane i jedno nieumeblowane – miało wielki balkon :) Standardowo, jak to bywa w wieżowcach w centrum, budynek ma basen, spa, saunę, siłownie i parking podziemny. Ten akurat nie miał kortu tenisowego, bo niektóre mają :) Budynek strzeżony :)

Potem wybraliśmy się do Eureka Tower :) Tam też są wypasione mieszkanka :) Oglądaliśmy jedno nieumeblowane za 450 dolarów za tydzień, 26 piętro. Niestety będzie dostępne dopiero od czerwca. Niezły lansik, mieszkać w najwyższym budynku mieszkalnym na południowej półkuli :) Można było oglądać też inne mieszkanka w Eureka, ale już trochę poza naszym budżetem ;)

Z Eureka szybki spacerek z powrotem do CBD. Na Spencer Street jest budynek NEO (prawie każdy wieżowiec ma swoją nazwę). W NEO oglądaliśmy dwa nieumeblowane mieszkanka, za 420 i 400 dolarów za tydzień. Jedno na 21, a drugie na 29 piętrze. Mieszkanka też bardzo fajne, podobne do tych na Downie Street. Sypialnia, łazienka, Otwarta przestrzeń kuchenno-jadalnianio-salonowa. Oczywiście w obu balkonik. Budynek też nowiutki, fajnie wystylizowany :) Jedno mieszkanko miało widoczek na Telestra Dome i Docklands, drugie w drugą stronę, na CBD. Widoczki równie świetne. Budynek oczywiście wyposażony w parking, basen, siłownie, itp. :D Też złożymy na nie aplikacje.

W poniedziałek podejdę do biur zostawić zgłoszenia. Mamy nadzieję, że uda się dostać jedno z tych mieszkanek. Jeśli dostaniemy nieumeblowane, to trzeba będzie przeznaczyć trochę kaski na umeblowanie. Kilka podstawowych mebli powinno kosztować około 1300 dolarów w i …. IKEA :) Później mebelki możemy wysłać do Polski – przydadzą się :) Trzeba by też kupić pralkę i lodówkę – używane można dostać za 100-200 dolarów. Pewnie jakieś 500 dolarów zejdzie jeszcze na drobne wyposażenie – odkurzacz, parę garnków, naczyń, itp. (mogliśmy to wysłać z Polski, trochę źle to załatwiliśmy). No ale to wszystko przyda nam się później w Polsce. Resztę można kupić później.

Póki co odpoczywamy, bo zrobiliśmy kilkanaście kilometrów oglądając te mieszkania. Wieczorkiem może jeszcze jakiś spacerek, a jutro chyba wybierzemy się gdzieś za miasto :)

Zuzanka

Ostatnie kilka dni spędziliśmy w domu. Zuzka miała gorączkę, chyba od ząbkowania. Szukaliśmy jedynie mieszkanka w ogłoszeniach. Jedno oglądałem na żywo, ale nie było ciekawe. Kolejne wizytacje dopiero w sobotę. Próbowałem namówić Zuzkę do pozowania, ale jak tylko zobaczy aparat to biegnie w jego stronę i chce oglądać zdjęcia :)

[simage=2847,400,y]

Porządki na stronie

Zaktualizowałem wczoraj WordPress’a (to dzięki niemu możecie czytać to co piszę :) . Przestało się pojawiać zgłoszenie wirusa :) To była tylko ukryta ramka, która nabijała komuś odsłony – nie nazwał bym tego trojanem :) No ale niektóre programy antywirusowe tak to zgłaszały :) Przy okazji przywróciłem do życia Adsensa – to te reklamy powyżej – może czasem ktoś kliknie i da mi zarobić parę centów :)

Poszukiwanie mieszkania

W sobotę rozpoczęliśmy poszukiwanie mieszkania do wynajęcia. Sprawa jak się okazuje nie jest taka prosta – większość mieszkań jakie są dostępne w Melbourne nie zawiera żadnych mebli (czasami są totalnie puste). Pojawia się tutaj dylemat: czy wynająć puste, tańsze i umeblować (a potem meble wysłać do Polski) czy też dołożyć trochę i wynająć umeblowane. Są też firmy, które wynajmują umeblowanie :) Ale to wychodzi niestety drogo.

Co do samych mieszkań, do blisko centrum można dostać fajne mieszkanka w wieżowcach. Niektóre z nich są na dość wysokich piętrach ze świetnymi widoczkami. Oglądaliśmy jedno na 24 piętrze :) Widoczki rewelka. Wieżowce zazwyczaj są z ograniczonym dostępem dla mieszkańców (nawet winda wpuszcza tylko na to piętro, na którym ma się mieszkanie), zawierają basen, siłownię, kort tenisowy, często podziemny parking. Tak mniej-więcej wygląda „standard” w centrum miasta. Kawałek dalej od centrum można znaleźć mieszkania w podobnym standardzie, ale tańsze trochę. A w jeszcze dalszych dzielnicach można za te same pieniądze wynająć już mały domek – ale wtedy dochodzą koszta dojazdu do pracy.

Tak więc rozglądamy się dalej za mieszkaniem, zbieramy potrzebne papiery (trzeba wypełnić formularze, mieć zaświadczenia z pracy, banku, paszport, prawko, itp.). Każdy papier dodaje jakąś ilość punktów – a trzeba uzbierać 100, żeby w ogóle być branym pod uwagę. A po zebraniu papierów wynajmujący sobie dopiero wybiera komu mieszkanie wynająć. Ciekawe jak to będzie :)

Niedzielna wycieczka do zoo

W niedzielę wybraliśmy się całą ekipą do zoo. Spodziewaliśmy się trochę większej skali i ciekawszych atrakcji, ale okazało się, że zoo jest tylko fajne. Są ciekawie zorganizowane alejki, podzielone tematycznie. Bardzo dużo jest zieleni, roślinność w poszczególnych fragmentach zoo jest zbliżona do tej, jaką mają zwierzęta daną cześć zoo zamieszkujące w naturalnym środowisku. Zobaczyliśmy trochę Australijskiej fauny – kangury, wombaty, koale i dziobaki, ale niestety tylko w niewoli :/ Do ciekawszych atrakcji zoo można zaliczyć pokazy słoni oraz „motylarnię” – szklarnia, w której lata pełno różnego rodzaju motyli. Można tam wejść i podziwiać je z bliska. Niektóre odważniejsze siadają ludziom na głowach :)

[simage=2708,512,y]

[simage=2714,512,y]

[simage=2717,512,y]

[simage=2735,512,y]

[simage=2775,512,y]

[simage=2836,512,y]

Integracja

Wczorajszy wieczór spędziliśmy na integrowaniu się z ludźmi z firmy. Imprezka zaczęła się już w biurze (tak, wypiliśmy po piwku w biurze), a potem przenieśliśmy się do pubu. Oczywiście główne tematy to „jak Wam się podoba w Melbourne”, „gdzie szukacie mieszkania do wynajęcia”. Integrację wspomagała doskonale karteczka z magicznym numerkiem – pozwalała na nielimitowany dostęp do baru :) Dość istotne chyba jest to, że większość ludzi zmyła się dość szybko. Jak ja wychodziłem ok. 20.30, to w zasadzie poza chłopakami z Polski i może dwiema czy trzema osobami z firmy nikogo z ekipy już nie było (pub był oczywiście poza tym pełen). Wieczór był bardzo sympatyczny, dowiedziałem się w końcu jakie są różnice między rugby a Australian Rules Football :)

Skydeck i The Edge

Dziś wieczorem wybraliśmy się do Eureka Tower. Jak już wspominałem wcześniej, jest to wieżowiec mieszczący się w południowej części miasta. Ma 92 piętra i jest największy na półkuli południowej. Więcej informacji można znaleźć na stronie http://www.eurekaskydeck.com.au.

[simage=2645,512,y]

[simage=2646,512,y]

Na 88 piętrze mieści się Skydeck – coś w rodzaju tarasu widokowego. Wjeżdża się tam windą, która porusza się z prędkością 9 metrów na sekundę. 88 pięter w 38 sekund :) Można przejść się dookoła piętra i popatrzeć na panoramę miasta z każdej strony. Melbourne jest tak wielkie, że z każdej strony rozciąga się aż po horyzont (no może poza zatoką). Weszliśmy tam tuż po zachodzie słońca, gdy zaczęły pojawiać się światła w mieście. Widok jest niesamowity, zapiera dech w piersiach.

[simage=2650,512,y]

Niestety nadal nie mam statywu (idzie w paczce z Polski), więc fotki są na wysokim ISO i z ręki. Do tego wszystko odbija się w szybach :/ No ale można złapać o co chodzi :)

[simage=2668,512,y]

Najciekawszym punktem programu jest wyjście na The Edge (kosztuje to niestety dodatkowo i nie można tam robić fotek, tylko wykupić od nich – ale na prawdę warto). Najpierw wchodzi się do oddzielnego, małego, zamkniętego pomieszczenia. Ściany i podłogi są szklane, ale mleczne, więc nic dookoła nie widać. Pomieszczenie to powoli się wysuwa na zewnątrz budynku. Dodane do tego są różne efekty dźwiękowe, które podkręcają emocje, wrażenie jest takie jakby to wszystko miało zaraz się wyłączyć lub rozwalić. I nagle … szyby stają się przezroczyste. Zamiast podłogi szkoło i 300 metrów w dół !!! :) Kolana miękną momentalnie, ręce zaciskają się na barierkach. Wrażenia niesamowite :) Wykupiliśmy fotkę ze środka, jak tylko zeskanuje to wrzucę. A poniżej parę fotek, jak to wygląda z zewnątrz (można wyjść na taki mały taras bez szyb, tylko z siatką).

[simage=2685,512,y]

[simage=2687,512,y]

[simage=2690,512,y]

Pełna galeria TUTAJ.

Melbourne w nocy

Dziś wieczorkiem wybraliśmy się na krótki spacerek. Przeszliśmy wzdłuż Flinders Street do Flinders Station, a tam przez Queens Bridge na Southbank. Z wybrzeża rzeki Yarra jest ładny widoczek na CBD. Trafiliśmy akurat na pokaz ogni, weszliśmy na moment do kasyna Crown, popatrzeć na luksusowe wnętrza i sklepy ;) Potem podeszliśmy pod Eureka Tower – aż kręci się w głowie od patrzenia na tego kolosa :) Oczywiście wieczorem ruch na mieście nie mniejszy, knajpy pełne (a jest środa), gwar niesamowity. Parę fotek poniżej (statyw jeszcze nie dotarł, więc foty z ręki i z dużym ISO):

[simage=2585,512,y]

[simage=2586,512,y]

[simage=2587,512,y]

[simage=2595,512,y]

[simage=2603,512,y]

[simage=2609,512,y]

[simage=2619,512,y]