W czwartek wieczorem wybraliśmy się całą brygadą do parku. Było już ciemno, a my chcieliśmy obgadać przy piwku szczegóły wyjazdu, który planowaliśmy na następny dzień. W parku zaprzyjaźniliśmy się z brygadą oposów
Początkowo myśleliśmy, że to jakiś rodzaj wiewiórek. Nikt z nas nie wiedział, co to za zwierzaki, dopiero później dowiedzieliśmy się, że to oposy. Żyją sobie dostanie w parku, bo mają tutaj żarcia pod dostatkiem, a do tego ludzie je dokarmiają. Są bardzo oswojone, podchodzą do ludzi, biorą jedzenie z rąk, a czasem są na tyle odważne, że nie czekają na zgodę. Niestety stały się one plagą tutejszych parków. Rozmnożyły się nadmiernie i niszczą drzewa, dlatego niektóre z nich mają opaski uniemożliwiające oposom wejście na nie. Zakazane jest także ich dokarmianie. Niestety nie miałem ze sobą aparatu wtedy, ale pewnie jeszcze będzie okazja.
Widziałem fajną sytuację, jak jakiś koleś w gajerku śmigał przez park, a jeden z oposów zeskoczył z drzewa i stanął na drodze przed nim. Wyglądało to trochę jakby jakiś rzezimieszek próbował skroić elegancika
Elegancik nieco się przestraszył w pierwszej chwili, ale potem przypomniał sobie, że jest znacznie większy od oposa i śmiało ruszył na przód
Opos szybko zrezygnował i uciekł na drzewo
Brush-tailed opossum – fajne, no nie?
Pozdrawiam sąsiadów. Właściwie to stworzonko to tylko krewaniak amerykańskich oposów i po angielsku nazywa się „possum” (a nie „opossum”). Ma też polską nazwę „pałanka”.