Niedzielny spacer po parku Royal Botanics Garden

W niedzielę troszkę sobie leniuchowaliśmy, ale w miarę aktywnie :) Rano małe zakupy w IKEA, a po południu spacer całą brygadą po Royal Botanics Garden. Już pisaliśmy, że jest to park który nam się najbardziej podoba :) Tym razem poznaliśmy parę nowych zakątków: zielarnię i część, w której rosną drzewa z lasów tropikalnych.

Czytaj dalej

Darmowe szkolenie „Introduction to GlassFish”

Firma Sun udostępniła darmowe szkolenie wprowadzające do serwera aplikacji Glassfish.

„New to GlassFish? Sun’s Web-based introductory course GlassFish Application Server: Introduction (WMT-SAS-1536), is a great way to get your feet wet with GlassFish. This one-hour course is available at no cost until June 30, 2008 — regular price $70 USD.”

Zarejestrować się na szkolenie można TUTAJ.

Spersonalizowana sieć

W jednym z ostatnich wpisów na swoim blogu Carlos Enrique Ortiz odnosi się do wyników ankiety przeprowadzonej na grupie Amerykanów. Ankieta ta sprawdzała, jakie są odczucia ludzi odnośnie personalizowania sieci na podstawie zebranych danych o użytkownikach. Z ankiety wynika, że podan 60% Amerykanów ma nadal przed tym spore obawy. Enrique twierdzi, że wynika to z faktu złego przedstawienia użytkownikom sytuacji. Zamiast informować ich co mogą zyskać, wiedzą tylko jakie będą czynności pośrednie, czyli zbieranie danych na ich temat.

O co tak na prawdę chodzi w spersonalizowanej sieci?

Spersonalizowana sieć (pozwoliłem sobie dość mocno uogólnić pojęcie), to sieć, która jest dostosowana do naszych potrzeb i oczekiwań. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o ustawienie sobie kolorów jakiejś tam strony, ale dużo bardziej dostosowane treści. Działających przykładów jest bardzo dużo, np. historia wyszukiwania w Google, czy reklamy adkontekstowe. Działania takie polegają na zapisywaniu śladu oglądanych stron, czy też dopasowywaniu pewnych treści. Przykładowo zapisując historię naszego wyszukiwania oraz stron, jakie odwiedziliśmy, można precyzyjniej dobierać wyniki wyszukiwania dla nowych fraz. Możliwe jest dostosowywanie treści wyświetlanych na stronie reklam, do tego, czym jesteśmy faktycznie zainteresowani.

Jaki jest tego koszt, a jaki z tego będzie zysk?

Kosztem jest zgoda na zapisywanie pewnych informacji na nasz temat. Tutaj większość osób ma pewne opory, ale często są one sprzeczne z zachowaniem tych osób. Z jednej strony boimy się, żeby ktoś zapisywał historię naszego wyszukiwania, a z drugiej strony „upubliczniamy” się bez żadnych oporów na różnych portalach społecznościowych, jak nasza-klasa.pl :) Czy to faktycznie takie straszne, że ktoś zapamięta sobie informację, że szukaliśmy stron o fotografii?

Zysk natomiast może być znacznie większy. Uporządkowane wyniki wyszukiwania szybciej dostarczą nam oczekiwanego rezultatu. Łatwiej nam będzie znaleźć poszukiwane rzeczy. Reklamy zamiast być niewygodnym dodatkiem do stron staną się źródłem informacji o ciekawych produktach. Ciekawe treści i zdarzenia nie ominą nas, gdyż zostaną zaprezentowane razem z innymi informacjami, które oglądamy (i nie będziemy musieli ich specjalnie wyszukiwać).

Grunt to zachować zdrowy rozsądek – jeśli nie mamy nic do ukrycia, to nic złego nam raczej nie grozi :) Na wszystko są odpowiednie regulaminy i regulacje prawne, a my jesteśmy tylko pojedynczymi użytkownikami z setek milionów innych użytkowników internetu.

Zuzka chodzi :)

Dzisiaj Zuzka przełamała się. Zrobiła się odważniejsza i zaczęła nam dreptać po pokoju. Oczywiście nie ma jeszcze pełnej stabilności, ale robi już całkiem długie serie, które nie zawsze kończą się „bam”. Jeśli ktoś z nas jest w pobliżu to nadal próbuje chwytać za ręce, no i stara się obierać trasy wzdłuż mebli i ścian :)

Queen Victoria Market

Dzisiaj z rana wybraliśmy się po raz pierwszy na Queen Victoria Market. Niestety nie zabrałem aparatu, więc będzie tylko krótki opis.

Victoria Market jest rynkiem, który działa codziennie oprócz poniedziałku. Podzielony jest na kilka części: mięsna, rybna, „serowa”, ważywno-owocowa, ubraniowa. Można tutaj dostać wszelkiego rodzaju żarcie, a co najważniejsze świeże i w dobrych cenach. Najbardziej reprezentatywnie wygląda część z warzywami i owocami – wielkie kolorowe stragany :) Część ubraniowa (i nie tylko) przypomina trochę rynki spotykane w Polsce – można tam dostać wszystko i nic, a i tak większość towaru jest z Chin :)

Zaopatrzyliśmy się w trochę świeżych warzyw i owoców, wino z okolicznej winiarni, kupiliśmy Zuzce parę zabawek. Trzeba tu będzie częściej robić zakupy. Niestety z nowego mieszkanka będzie niezły kawałek do podjechania.

Lake Eildon

W piątek w Australii był Anzac Day, święto narodowe (Paweł napisał parę słów na ten temat tutaj). Z tej okazji postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę za miasto. Chcieliśmy wybrać się samochodem (a właściwie to samochodami). Okazało się, że dzień przed długim weekendem to trochę późno na szukanie. Praktycznie żadna wypożyczalnia nie miała już wolnych samochodów. Udało się na szczęście wynająć dwa autka w Thrifty. Dostaliśmy Mistrubishi 380, a mi w prowadzeniu trafił się Holden Commodore Omega (następca Opla Omegi – wielki sedan, 3.6 litra V6, automat, komputer, kontrola trakcji, tempomat, klima, ABS, poduszki, bagażnik o pojemności tankowca :) ). Autka bardzo fajne i wygodne. Okazało się, że prowadzenie po drugiej stronie wcale nie jest takie złe. Najgorsze to wyczuć odległości po bokach.

[simage=2944,512,y]

Jako cel podróży obraliśmy sobie Eildon, małą miejscowość w górach. W Eildon jest tama, dzięki której powstało jeziorko całkiem pokaźnych rozmiarów. Jest dość popularne wśród fanów sportów motorowodnych. Dużo ludzi pływa tu na motorówkach, skuterach, itp. Początkowo wybraliśmy się na tamę.

[simage=2991,512,y]

Później zrobiliśmy sobie mały piknik nad rzeką.

[simage=3023,512,y]

A następnie spacerek po okolicy.

[simage=3027,512,y]

[simage=3034,512,y]

[simage=3043,512,y]

Było bardzo cieplutko, chyba ze 23-24 stopnie, bardzo przyjemnie. Okolica spokojna, sprzyjała wypoczynkowi. Po pikniku wybraliśmy się jeszcze w stronę Jerusalem Creek. Po drodze trafiliśmy na świetny punkt widokowy, na którym poczekaliśmy na zachód słońca.

[simage=3050,512,y]

[simage=3068,512,y]

Po zachodzie udaliśmy się w drogę powrotną do Melbourne. Widzieliśmy pierwszego dziko żyjącego kangura, jednego zdechłego na poboczu i jednego martwego wombata, też na poboczu. Poza tym nie wypatrzyliśmy zbytnio okazów dzikiej, australijskiej fauny. Chyba kręcimy się zbyt cywilizowanych okolicach.

Parę informacji nt. trasy z Melbourne do Eildon:
Z Melbourne do Eildon jest ok. 150 km. Trasa w większości to jednopasmowa droga lokalna, w większości dość przyjemna do prowadzenia. Mniej więcej w połowie trasy jest 15km odcinek bardzo krętej, wąskiej leśnej trasy, gdzie trzeba się nastawić na jazdę z prędkością ok. 45 km/h. W zamian za to można podziwiać niesamowity, dziki las, niczym z parku jurajskiego:

[simage=2947,512,y]

[simage=2950,512,y]

Więcej fotek z wyprawy można zobaczyć TUTAJ.

Oposy w parku

W czwartek wieczorem wybraliśmy się całą brygadą do parku. Było już ciemno, a my chcieliśmy obgadać przy piwku szczegóły wyjazdu, który planowaliśmy na następny dzień. W parku zaprzyjaźniliśmy się z brygadą oposów :) Początkowo myśleliśmy, że to jakiś rodzaj wiewiórek. Nikt z nas nie wiedział, co to za zwierzaki, dopiero później dowiedzieliśmy się, że to oposy. Żyją sobie dostanie w parku, bo mają tutaj żarcia pod dostatkiem, a do tego ludzie je dokarmiają. Są bardzo oswojone, podchodzą do ludzi, biorą jedzenie z rąk, a czasem są na tyle odważne, że nie czekają na zgodę. Niestety stały się one plagą tutejszych parków. Rozmnożyły się nadmiernie i niszczą drzewa, dlatego niektóre z nich mają opaski uniemożliwiające oposom wejście na nie. Zakazane jest także ich dokarmianie. Niestety nie miałem ze sobą aparatu wtedy, ale pewnie jeszcze będzie okazja.

Widziałem fajną sytuację, jak jakiś koleś w gajerku śmigał przez park, a jeden z oposów zeskoczył z drzewa i stanął na drodze przed nim. Wyglądało to trochę jakby jakiś rzezimieszek próbował skroić elegancika :) Elegancik nieco się przestraszył w pierwszej chwili, ale potem przypomniał sobie, że jest znacznie większy od oposa i śmiało ruszył na przód :) Opos szybko zrezygnował i uciekł na drzewo :)

Wynajem mieszkania w Melbourne cz. 3

Miniony tydzień był również pod znakiem szukania mieszkania. Na wtorek na przerwę na lunch umówiliśmy się na oglądanie mieszkania przy Queens Road. Mieszkanko jest w dzielnicy St. Kilda. Dzielnica ta znajduje się na południe od CBD, na jej terenie jest Albert Park (wielki park z jeziorkiem), a od zachodu jest już zatoka :) Mieszkanka, które oglądaliśmy znajdują się w nowym budynku i są totalnie nowe. Jedno było na 5 pietrze, z dość małym oknem, ale za to widoczek na park i zatokę. Drugie mieszkanko było na 7 piętrze, ładne i jasne, ale widok na dach innego budynku :/ poza tym było samo południe i było tam tak gorąco, że ciężko było wytrzymać. Doszliśmy do wniosku, że lepiej wziąć ciut ciemniejsze mieszkanko, zacienione, ale nie takie gorące. Póki co zbliża się zima, ale latem ciężko będzie wytrzymać w takim cieple, a cały czas włączona klimatyzacja to koszta i niezbyt zdrowe warunki dla Zuzki.

Ostatecznie złożyliśmy papiery na to mieszkanko na 5 piętrze (nieumeblowane, więc wszystko będzie trzeba kupić). Aplikację w tym biurze można było złożyć online.

Po południu byliśmy obejrzeć jeszcze jedno mieszkanko na tej dzielnicy. Ale było niezbyt ciekawe, brzydki i z widokiem na okna jakiegoś biurowca :/

W środę dostaliśmy odpowiedź odnośnie mieszkanka na Queens Road :) Tym razem pozytywną. Trochę jeszcze niestety zdążyliśmy się zdenerwować, ze względu na ostateczną cenę. Otóż cena, która jest podawana w ogłoszeniach, jest „propozycją”, a to co wpisuje się w aplikacji, to nasza propozycja. I teraz następuje „licytacja”. Jeśli ktoś złoży lepszą ofertę, to może nas przebić. U nas takiej sytuacji nie było, ale za to wynajmujący podwyższył cenę o 50$ za tydzień :/ Nie dało się tego za bardzo znegocjować, więc wzięliśmy mieszkanko za taką cenę – chyba warto: nowy budynek, fajne mieszkanko, basen, siłownia, blisko do parku (tylko przez ulicę), blisko nad może (z 15 minut spacerku :) . W poniedziałek podpisanie umowy i klucze :) Jak dobrze pójdzie to w przeciągu tygodnia przeprowadzka :)

Może parę słów na temat umowy: umowy są zazwyczaj pisane według pewnego standardu, dość szablonowo. Ponad tym są jeszcze odgórne regulacje prawne, których podobno bardzo mocno się trzymają. Umowa zawiera zazwyczaj dość typowe zapiski jak dla każdej umowy, czyli terminy, stawki, warunki zerwania, itp. Z punktu widzenia wynajmującego najważniejsze rzeczy to:

  • warunki zerwania umowy – zazwyczaj trzeba pokryć koszta znalezienia nowego nabywcy
  • co można robić w mieszkaniu – nie można np. nic wieszać na ścianach, stawiać kwiatków na dywanie, itp. itd. bez wcześniejszego uzgodnienia z właścicielem
  • nie można przeprowadzać napraw mechanicznych samochodu na miejscu parkingowym :)
  • trzeba wyprać dywany przed zakończeniem umowy :)
  • najważniejsze: podnoszenie opłat. Jeśli umowa jest na określony czas, to w tym czasie nie można podnieść opłaty za mieszkanie. Jeśli umowa jest podpisana na czas nieokreślony, to wynajmujący może podnieść cenę raz na 6 miesięcy, ale nie więcej niż o 20%.

Poza tym wszystko jest w takiej formie, jakiej można by się spodziewać po umowie wynajmu.

Już nie możemy doczekać się przeprowadzki :)

Google Adsense dla wyszukiwania

Oprócz Google Adsense w postaci reklam (to co jest w nagłówku strony – reklamy, za które dostaje się kaskę po kliknięciu), dostępne jest również Google Adsense dla wyszukiwania. Polega to na umieszczeniu wyszukiwarki na swojej stronie (przykład w prawej kolumnie). Wyszukiwarka ta wyszukuje w standardowych zasobach, lub na Twojej stronie. Jest kilkanaście opcji na skonfigurowanie tej wyszukiwarki. A za co kaska? Za klikanie w wyniki wyszukiwania.

Podwójna korzyść dla posiadaczy stron www: lepsze wyszukiwanie i okazja na zdobycie dodatkowej kaski :)